Lizbończyk, który został Padewczykiem
Antoni urodził się w Lizbonie pod koniec XII wieku i na chrzcie otrzymał imię Fernando. Najpierw był kanonikiem regularnym, potem – poruszony męczeństwem pierwszych franciszkanów w Maroku – wstąpił do Braci Mniejszych i przyjął imię Antoni. Statek, którym płynął do Afryki, zniosło do Sycylii; resztę życia spędził we Włoszech i południowej Francji jako kaznodzieja.
Zmarł w 1231 roku pod Padwą, mając około 36 lat. Kanonizacja nastąpiła niespełna rok później, w 1232 roku – to jeden z najszybszych procesów w historii. W 1946 roku Pius XII ogłosił go doktorem Kościoła z tytułem Doctor evangelicus, doceniając jego kazania pełne cytatów biblijnych.
Grób świętego znajduje się w padewskiej bazylice nazywanej po prostu Il Santo. Według przekazu podczas ekshumacji w 1263 roku znaleziono jego język w nienaruszonym stanie, co uznano za znak dla kaznodziei, który całe życie służył słowem.
Dzieciątko na rękach – skąd ten wizerunek
Modlitwa nazywa Antoniego szczęśliwym Piastunem małego Jezusa i dwukrotnie wraca do obrazu Boga spoczywającego na jego rękach. Ten motyw opiera się na późniejszej tradycji hagiograficznej o widzeniu, w którym Antoni miał trzymać Dzieciątko. Od XVII wieku stał się on najczęstszym atrybutem świętego – obok lilii i księgi.
W modlitwie obraz ten pełni rolę teologiczną: modlący się prosi, by mógł przystąpić choćby do stóp świętego i otrzymać błogosławieństwo od samego Jezusa. Antoni nie jest tu źródłem łaski, lecz kimś, kto stoi najbliżej Dzieciątka i może podprowadzić do Niego innych.
Środkowa część modlitwy brzmi jak hymn: piekło drży, morza są posłuszne, ziemia, powietrze i ogień uznają moc świętego. To parafraza średniowiecznego responsorium Si quaeris miracula, przypisywanego Julianowi ze Spiry, franciszkaninowi z XIII wieku. Responsorium wylicza nieszczęścia, które ustępują przed wstawiennictwem Antoniego, i do dziś śpiewa się je we wtorki w kościołach franciszkańskich.
Sformułowania typu woda nas nie pochłonie czy zaraza nas nie dosięgnie łatwo odczytać jako obietnice. Trzeba je rozumieć w duchu całej modlitwy: wyrażają zaufanie, że Bóg wysłuchuje próśb swoich świętych, a nie gwarancję ochrony przed każdym nieszczęściem. Uzasadnienie pada zresztą wprost: wszystko dzieje się dlatego, że święty Antoni prosi za nami Boga.
Trzynaście wtorków i chleb dla ubogich
Z kultem Antoniego związane są dwa zwyczaje, które do dziś żyją w parafiach. Pierwszy to nabożeństwo wtorkowe, a szczególnie trzynaście kolejnych wtorków przed świętem 13 czerwca. Tradycja wiąże wtorek z dniem pogrzebu świętego. Drugi to „chleb św. Antoniego” – jałmużna dla ubogich składana w podziękowaniu za wysłuchaną prośbę. Puszki z tym napisem stoją w wielu kościołach przy jego figurze.
Przy obu praktykach omawiana modlitwa jest dobrym tekstem bazowym. Można ją połączyć z responsorium, Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo, a na koniec dodać konkretną intencję.
Patron rzeczy zgubionych i spraw beznadziejnych
Najbardziej znany patronat Antoniego – od odnajdywania zgub – wywodzi się z opowieści o nowicjuszu, który zabrał mu psałterz z notatkami i oddał go po modlitwie świętego. Z czasem ludzie zaczęli prosić go nie tylko o odnalezienie kluczy, ale i o odzyskanie utraconej wiary, zdrowia czy zgody w rodzinie.
Ta modlitwa nie wspomina o zgubach wprost. Mówi o dzisiejszej i każdej potrzebie i o zbolałym sercu. Pasuje więc wszędzie tam, gdzie człowiek czuje się bezradny. Ostatnie słowa przypominają cel: prosić o opiekę na duszy i ciele, by móc wielbić Boga tu i na wieki.