Co znaczy „szczęśliwa śmierć”
Dla współczesnego ucha określenie „szczęśliwa śmierć” brzmi paradoksalnie. W języku dawnej pobożności oznaczało jednak coś konkretnego: śmierć w stanie łaski, po przygotowaniu, z sakramentami, w pojednaniu z Bogiem i ludźmi. Nie chodziło o śmierć bezbolesną czy w podeszłym wieku, ale o taką, która otwiera drogę do nieba.
Przeciwieństwem była śmierć nagła i niespodziewana – nie dlatego, że jest gorsza fizycznie, ale dlatego, że nie zostawia czasu na pojednanie. Dlatego w litanii do Wszystkich Świętych od wieków prosimy: od nagłej i niespodziewanej śmierci wybaw nas, Panie.
Cztery kroki chrześcijańskiego przygotowania
Modlitwa wymienia dokładnie, o co prosi: serdeczny żal, zbawienną spowiedź, żarliwą pokutę i zadośćuczynienie. To cztery elementy sakramentu pokuty, ułożone w kolejności. Najpierw żal – wewnętrzne odwrócenie się od grzechu. Potem spowiedź – wyznanie przed kapłanem. Następnie pokuta – czyny wyrażające nawrócenie. Wreszcie zadośćuczynienie – naprawienie krzywd, o ile to możliwe.
Prośba o to wszystko przed śmiercią jest bardzo realistyczna. Nikt nie wie, ile czasu mu zostało. Modlitwa uczy, by nie odkładać pojednania na później, i prosi Maryję o pomoc w tym, czego człowiek sam może nie zdążyć zrobić.
Ars moriendi – sztuka dobrego umierania
W XV wieku w Europie popularne były książeczki zwane Ars moriendi – „sztuka umierania”. Uczyły, jak towarzyszyć umierającemu, jakie modlitwy odmawiać i jak bronić się przed pokusami ostatniej godziny: zwątpieniem, rozpaczą, niecierpliwością, pychą i przywiązaniem do rzeczy. Ilustracje przedstawiały łoże umierającego, przy którym z jednej strony stoją aniołowie, a z drugiej demony.
Od XVII wieku powstawały bractwa dobrej śmierci, szczególnie przy kościołach jezuickich. Ich członkowie spotykali się co miesiąc na modlitwie w intencji umierających i przygotowywali się do własnej śmierci. Modlitwa z tej strony należy do tego kręgu.
Gdy zgasną zmysły
Najbardziej przejmująca część opisuje samą chwilę śmierci: gdy opuszczą mnie siły życia, słabnący język nie będzie mógł Cię wzywać, zaćmią się moje oczy i żaden ziemski głos nie dotrze już do moich uszu. To niemal kliniczny opis umierania – utrata mowy, wzroku i słuchu.
Na tę chwilę modlący się prosi zawczasu: wspomnij na te niegodne modlitwy, które teraz zanoszę. Pielęgniarki i lekarze hospicyjni mówią, że słuch często gaśnie jako ostatni, dlatego zachęcają rodziny, by do końca mówić do umierającego i modlić się przy nim na głos. Ta modlitwa może być właśnie takim głosem przy łóżku chorego.
Warto też zauważyć skromność tego tekstu. Modlący się nazywa swoje prośby niegodnymi modlitwami. Nie liczy na własne zasługi, tylko na miłosierdzie Matki i łaskę Syna. Taka pokora jest najlepszym przygotowaniem do śmierci.
Dlaczego prosimy Maryję
Maryja stała przy umierającym Synu. Zna tę chwilę od strony tych, którzy towarzyszą. Dlatego w modlitwie nazywana jest Opiekunką i Obrończynią grzeszników. Każde Zdrowaś Maryjo kończy się prośbą o modlitwę w godzinę śmierci naszej – ta modlitwa rozwija tę jedną frazę w osobny tekst.
Prośba kieruje się przez Maryję do Chrystusa: ratunek ma przyjść przez łaskę Twojego Syna. Maryja nie zastępuje sakramentów, ale prosi, by umierający zdążył je przyjąć.
Odmawiać wcześnie, nie w ostatniej chwili
Modlitwę najlepiej odmawiać regularnie, na przykład wieczorem, gdy dzień przypomina o przemijaniu. Wtedy w chwili śmierci będzie już „złożona” u Maryi. Rodziny osób ciężko chorych mogą odmawiać ją w ich imieniu, zmieniając formy na trzecią osobę, i jednocześnie zadbać o wezwanie kapłana z sakramentami.