Prośba najważniejsza
Większość modlitw prosi o wiele rzeczy: zdrowie, pracę, pokój, przebaczenie. Ta prosi właściwie o jedną: pomóż mi kochać Go najdoskonalszą miłością. Tradycja chrześcijańska uważa tę prośbę za najwyższą. Jezus nazwał miłość Boga pierwszym i największym przykazaniem: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (Mt 22,37).
Paradoks polega na tym, że to przykazanie nie da się wypełnić samym wysiłkiem. Miłości nie można sobie nakazać. Dlatego trzeba o nią prosić. Św. Paweł pisze, że miłość Boża „rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego” (Rz 5,5) – jest darem, nie osiągnięciem.
„Przez Twoją miłość do Syna”
Modlitwa nie prosi o miłość w abstrakcji. Prosi przez Twoją miłość do Twojego Boskiego Syna. Maryja jest tu wzorem i pośredniczką. Nikt na ziemi nie kochał Jezusa tak jak Ona: nosiła Go, karmiła, wychowywała, towarzyszyła Mu w publicznej działalności i stała pod krzyżem. Modlący się prosi, by mógł otrzymać choć cząstkę tej miłości.
To bardzo maryjna logika: nie zatrzymywać się na Maryi, lecz przez Nią dojść do Jezusa. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort ujmował to krótko: do Jezusa przez Maryję.
Prośba jest zresztą wyrazem zaufania, że Maryja pragnie tego samego. Przy weselu w Kanie powiedziała sługom: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5). Kto prosi Ją o miłość do Jezusa, prosi o to, czego Ona sama najbardziej chce dla każdego człowieka.
Miłość, która się nie odmienia
Ważne są słowa o tym, by nigdy w tej najsłodszej miłości nie ustawać ani się nie odmieniać. Modlący się wie, że uczucia zmieniają się z dnia na dzień. Są okresy gorliwości i okresy oschłości, kiedy modlitwa wydaje się pusta. Prośba dotyczy więc nie tyle emocji, ile wierności – miłości, która trwa także wtedy, gdy nic się nie czuje.
Św. Bernard z Clairvaux pisał w traktacie o miłowaniu Boga, że miarą miłości Boga jest miłować Go bez miary. Modlitwa wyraża to samo pragnienie w prostszych słowach: kochać coraz bardziej i nigdy nie przestać.
Oddany Maryi na sługę
W drugiej części modlący się przypomina Maryi: oddałem się Tobie na sługę. To nawiązanie do praktyki oddania się Maryi, popularnej w Polsce od XVII wieku – w sodalicjach mariańskich, w bractwach, a później w formie całkowitego oddania według św. Ludwika de Montfort. Jan Paweł II wybrał na swoje zawołanie słowa Totus Tuus – „Cały Twój” – zaczerpnięte właśnie z tej tradycji.
Oddanie się Maryi nie oznacza zastąpienia Boga, ale powierzenie Jej siebie, by prowadziła do Syna. Modlitwa wyraża ufność, że Maryja pamięta o tym oddaniu, zwłaszcza w najważniejszej chwili życia.
Z aniołami w godzinie śmierci
Ostatnia prośba dotyczy śmierci: by Maryja zesłała pomoc świętych Aniołów, a modlący się umarł w miłości do Matki i Syna. Tradycja Kościoła mówi o aniołach towarzyszących duszy w drodze do Boga – w liturgii pogrzebowej śpiewa się: „Niech aniołowie zawiodą cię do raju”.
Modlitwa łączy więc początek i koniec: prosi o miłość tu i teraz, a potem o to, by ta miłość trwała w chwili przejścia i przez całą wieczność – abym chwalił Was na wieki.
Na co dzień
Modlitwa jest krótka i łatwo nauczyć się jej na pamięć. Dobrze odmawiać ją rano, przed rozpoczęciem dnia, albo wieczorem, po rachunku sumienia. Może też być aktem strzelistym w chwili oschłości, gdy modlitwa nie sprawia radości – właśnie wtedy prośba o miłość jest najbardziej potrzebna.