Pocałunek jako modlitwa
Pocałunek należy do najstarszych gestów religijnych. Kapłan całuje ołtarz na początku i na końcu Mszy oraz Ewangeliarz po odczytaniu Ewangelii. W Wielki Piątek wierni podchodzą do krzyża i całują go podczas adoracji. Na Wschodzie całuje się ikony. Ta modlitwa przenosi ów gest do pokoju, w którym ktoś kończy dzień: przed krucyfiksem wiszącym nad łóżkiem lub trzymanym w dłoni.
Podtytuł mówi, że to modlitwa na każdy czas, ale szczególnie w smutku i po wieczornych modlitwach. To wskazówka praktyczna: gdy brak słów, gest i kilka zdań mogą wystarczyć.
Nogi – z Magdaleną u stóp
Pierwszy pocałunek dotyczy nóg, przybitych do krzyża. Modlący się prosi, by przyjęły go razem z Magdaleną. Nawiązanie odsyła do sceny z Ewangelii Łukasza (7,36–50), w której grzeszna kobieta obmywa łzami stopy Jezusa, ociera je włosami i całuje. Zachodnia tradycja utożsamiła ją z Marią Magdaleną, choć Ewangelia jej nie nazywa – stąd w modlitwie tytuł święta pokutnica.
Jezus mówi o tej kobiecie: „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała”. Modlący się pragnie całować stopy Pana z takim wzruszeniem i miłością, jak ona i konający święci pokutnicy. Pocałunek ma być wyrazem skruchy, nie tylko czułości.
Ręce – własność nabyta za wielką cenę
Drugi pocałunek dotyczy rąk, szeroko otwartych żelaznymi gwoździami. Obraz otwartych rąk ma podwójny sens: rany i gest objęcia. Krzyż jest miejscem, gdzie Chrystus rozkłada ramiona, by przygarnąć wszystkich.
Modlący się oddaje tym rękom swoją duszę i prosi, by strzegły go jako swoją własność, nabytą za wielką cenę. To niemal dosłowny cytat ze św. Pawła: „Nie należycie do siebie. Za wielką bowiem cenę zostaliście nabyci” (1 Kor 6,19–20). Zdanie to jest zarazem pocieszeniem i zobowiązaniem – skoro należę do Niego, nie odrzuci mnie, ale też nie mogę żyć tylko dla siebie.
Serce – rana boku
Trzeci pocałunek przenosi się do Serca, przebitego ostrą włócznią. Ewangelia Jana opisuje, jak żołnierz przebił bok Jezusa i wypłynęła krew i woda (J 19,34). Ojcowie Kościoła widzieli w tym narodziny sakramentów – chrztu i Eucharystii. Pobożność średniowieczna i nowożytna uczyniła z tej rany schronienie: modlący się mówi, że tuli się do tej najświętszej rany.
W ten sposób modlitwa prowadzi od skruchy (nogi), przez zaufanie (ręce), do miłości (Serce). Kolejność przypomina drogę wzrostu duchowego.
„Czemu dotąd nie kochałem”
Najbardziej osobiste jest pytanie: Czemu dotąd nie kochałem Cię tak, jak należało? Przypomina słynne słowa św. Augustyna z Wyznań: „Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna a tak nowa”. Żal nie dotyczy konkretnych grzechów, ale straconego czasu i letniości serca.
Zaraz potem pada postanowienie: kocham Cię teraz, jak mogę najbardziej. Modlący się nie obiecuje doskonałości – kocha, „jak może”. To realistyczny akt miłości, który można powtarzać każdego wieczoru.
Jak odmawiać przed snem
Najprościej wziąć do ręki krzyżyk – z różańca lub ten, który wisi w pokoju – i przy każdej części modlitwy ucałować odpowiednią ranę: stopy, potem ręce, na końcu miejsce boku. Dzieci szybko uczą się tego gestu i chętnie go powtarzają. Osoby chore mogą trzymać krzyżyk na piersi.
Modlitwa dobrze pasuje do piątków, do Wielkiego Postu i do wieczoru po spowiedzi. W smutku pomaga przypomnieć, że rany Chrystusa są znakiem miłości silniejszej niż ból.