Krzyż jako lustro
Pierwsze zdanie modlitwy to okrzyk: O, jak wielki jest ogrom moich grzechów! Nie wynika on z rachunku sumienia, ale z patrzenia na krzyż. Modlący się mówi, że widzi swoje grzechy w Twoim krzyżu, który stawia mi je przed oczy. Krzyż działa jak lustro: pokazuje, ile kosztowało zbawienie, a przez to – jak poważny jest grzech.
To typowe dla pobożności XIX wieku, z której pochodzi tekst. Modlitewniki tamtej epoki chętnie łączyły kontemplację męki z poczuciem winy. W tej modlitwie poczucie winy nie jest jednak celem. Po pierwszym zdaniu następuje natychmiastowy zwrot.
Jak kamień w morzu
Najpiękniejszy obraz modlitwy brzmi: ogrom moich nieprawości tonie w nim jak kamień w morzu. „W nim” – czyli w miłosierdziu Chrystusa. Obraz ma źródło w proroctwie Micheasza: „Wrzucisz w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy” (Mi 7,19). Kamień rzucony do oceanu nie zmienia jego głębi; grzech człowieka, choćby największy, nie wyczerpuje Bożego przebaczenia.
Modlitwa mówi też, że to miłosierdzie wydaje wyrok nad grzesznikiem. W ludzkim sądzie wyrok wydaje sprawiedliwość; tutaj ostatnie słowo należy do litości. Bóg nie przestaje być sprawiedliwy, ale Jego sprawiedliwość wypełnia się w krzyżu, gdzie Syn wziął na siebie karę.
Tylko miłosierdzie Ukrzyżowanego
Zaskakujące jest zdanie: Nie wzywam miłosierdzia Aniołów i Świętych. Wiele dawnych modlitw zwracało się do świętych o wstawiennictwo. Tu modlący się mówi wprost, że tylko nieprzebrane miłosierdzie ukrzyżowanego Boga-Człowieka może go ocalić. To nie jest odrzucenie czci świętych, lecz przypomnienie hierarchii: święci prowadzą do Chrystusa, ale zbawia tylko On.
Ta intuicja jest bardzo bliska nabożeństwu do Miłosierdzia Bożego, które rozwinęło się w XX wieku. Modlitwa wyprzedza je o dziesięciolecia, mówiąc o głębi nieprzebranego miłosierdzia, która obmyła z brudu wszystkich grzeszników.
„Ty, którego śmierci jestem sprawcą”
W drugiej części pada zdanie, które może wydawać się przesadne: modlący się nazywa siebie sprawcą śmierci Jezusa. Katechizm Kościoła Katolickiego, powołując się na Katechizm Rzymski, uczy jednak, że to grzesznicy – wszyscy, nie tylko ówcześni przywódcy czy żołnierze – są autorami męki Chrystusa. Kościół odrzucił obarczanie winą Żydów jako narodu i przypomniał, że każdy grzech ma udział w krzyżu.
Z tego płynie logiczny wniosek: Ty jeden możesz przywrócić mnie do życia. Ten, który przez nas umarł, jest jedynym, który może nas wskrzesić.
Modlitwa nazywa grzech śmiercią duszy, wieczną, straszną i bez końca. To mocne słowa, ale ich celem nie jest straszenie. Pokazują, że grzech nie jest drobnym potknięciem, które da się naprawić samemu. Potrzebna jest łaska – stąd prośba, by całe miłosierdzie wylało się na obmycie nieprawości.
„Okaż moc swojej łaski”
Zakończenie zmienia ton na prośbę pełną odwagi: podnieś swoją rękę, okaż cuda swojej wszechmocy i pokaż ziemi, kim jesteś. Modlący się nie prosi o znaki na niebie, lecz o cud w swoim sercu. Największym dowodem wszechmocy Boga jest przemiana grzesznika – serca skruszonego i upokorzonego, którym Bóg nie gardzi (Ps 51,19).
W tym sensie modlitwa jest wyznaniem nadziei: jeśli we mnie, jak w bezdennej otchłani, utonęły wszystkie grzechy, to tym wyraźniej będzie widać, że ocaliła mnie łaska.
Na kolanach przed krucyfiksem
Modlitwę najlepiej odmawiać przed krzyżem – w domu, w kościele lub przy przydrożnej kapliczce. Szczególnie pasuje do piątków, Wielkiego Postu i adoracji krzyża w Wielki Piątek. Dobrze przygotowuje do spowiedzi, zwłaszcza po długiej przerwie, gdy człowiek boi się, że jego grzechy są zbyt ciężkie. Kamień w morzu to obraz, który warto zabrać ze sobą do konfesjonału.