„Biada mi” – język starych modlitewników
Pierwsze zdania brzmią dla współczesnego ucha mocno: zhańbiłem, znieważyłem, szydziłem, podeptałem. Modlitwy pokutne XVIII i XIX wieku chętnie używały takiej gradacji. Chodziło o to, by grzech przestał być abstrakcją i stał się konkretnym czynem wobec Kogoś. Modlący się nie mówi „popełniłem błędy”, lecz opuściłem Ciebie – grzech jest tu przede wszystkim zerwaniem relacji.
Okrzyk biada mi pochodzi z języka proroków. Izajasz, widząc świętość Boga w świątyni, woła: „Biada mi! Jestem zgubiony, bo jestem mężem o nieczystych wargach” (Iz 6,5). Nie jest to wyraz rozpaczy, lecz pierwszy krok do oczyszczenia – zaraz potem serafin dotyka jego warg rozżarzonym węglem.
Jak nierozumne zwierzę – echo psalmów
Najbardziej zaskakuje zdanie, w którym grzesznik mówi, że upodobnił się do nierozumnego zwierzęcia. To obraz z Psalmu 73, gdzie psalmista, zazdroszczący bezbożnym, wyznaje: „byłem jak bydlę przed Tobą” (Ps 73,22), oraz z Psalmu 49 o człowieku, który w dostatku nie rozumie i staje się podobny do zwierząt. Sens jest prosty: grzech odbiera człowiekowi to, co w nim najbardziej ludzkie – rozum i wolność.
Podobnie trzeba czytać wyznanie, że modlący się nie jest godzien, by nosiła go ziemia i świeciło mu słońce. To hiperbola, a nie prośba o karę. Służy kontrastowi: im większa niewdzięczność, tym wyraźniej widać, że jedynym ratunkiem jest dobroć Boga.
Pasterz i zabłąkana owca
Druga część zwraca się do Chrystusa jako Pasterza i prosi o podźwignięcie zabłąkanej owieczki. To bezpośrednie nawiązanie do przypowieści z Ewangelii Łukasza (15,4–7), w której pasterz zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć owiec i idzie szukać jednej. W tej samej piętnastej księdze Łukasza syn marnotrawny mówi do ojca: „Już nie jestem godzien nazywać się twoim synem” – i to zdanie wraca w modlitwie jako nie jestem godzien.
Prośby ułożone są jak opis leczenia: podaj rękę, obmyj, zagój rany, ulecz słabości. Kończą się poprawką samego siebie – a raczej zbaw mnie. Modlący się rozumie, że nie potrzebuje kosmetyki, tylko ocalenia.
Gdy grzech wydaje się większy niż dobroć Boga
Kluczowe jest zdanie środkowe. Najpierw pada stwierdzenie, że niewdzięczność przerosła ogromem grzechów dobroć Boga – brzmi to jak początek rozpaczy. Zaraz potem jednak modlitwa się odwraca: Twoje miłosierdzie jest jednak o wiele większe. To streszczenie myśli św. Pawła: „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20).
Ten zwrot chroni modlitwę przed fałszywą pobożnością, która lubuje się w poczuciu winy. Uznanie grzechu ma sens tylko wtedy, gdy prowadzi do zaufania. Stąd ostatnie wezwanie: Bóg nazwany jest ostatnią nadzieją – tym, do którego zwraca się człowiek, gdy inne oparcia zawiodły.
Przed konfesjonałem i w rachunku sumienia
Najlepszym miejscem dla tej modlitwy jest kościół na kilka minut przed spowiedzią. Po rachunku sumienia, gdy grzechy zostały już nazwane, pomaga obudzić żal – nie tylko lęk przed karą, ale smutek z powodu zranienia Boga, który jest Stwórcą, Zbawicielem i życiem. Teologia nazywa taki żal doskonałym, bo wypływa z miłości.
Modlitwa nie zastępuje spowiedzi przy grzechach ciężkich, ale może towarzyszyć wieczornemu rachunkowi sumienia lub dniu skupienia w Wielkim Poście. Formy męskie i żeńskie podane są w nawiasach, więc łatwo ją dopasować. Kto czuje, że jej język jest dla niego zbyt ostry, może zatrzymać się przy drugiej części – prośbie do Pasterza – i od niej zacząć.