Zbawicielu, Jezu Chryste! Któż uwolni mnie z więzów doczesności, kto da mi skrzydła, abym wzniósł (wzniosła) się ku Tobie i spoczął (spoczęła) na Twoim łonie? Ach, kiedyż wolno mi będzie oglądać Cię, Panie, już nie w obrazie ani pod zasłoną, lecz twarzą w twarz, i zakosztować, jak jesteś słodki? Kiedy zanurzę się w blasku Twojego majestatu i tak zapłonę ogniem Twojej miłości, że nie będę już czuć siebie ani żyć dla siebie, ale tylko dla Ciebie, w tej jedności niepojętej, przekraczającej zmysły i nikomu nieznanej?
Teraz wzdycham do Ciebie i jęczę pod brzemieniem mojej nędzy, bo na tym padole płaczu co krok napotykam przeciwności, które napełniają mnie niepokojem i smutkiem i jak obłok zaciemniają moją duszę. Często mnie nużą i zatrzymują, odbierają jasność umysłu, przygniatają, zamykają mi swobodny dostęp do Ciebie i pozbawiają czystych radości, którymi zawsze i bez tęsknoty cieszą się w niebie zbawieni. Niech dojdzie do Ciebie moje wołanie i mój smutek z tego padołu płaczu.
O Jezu, blasku wiecznej chwały, Pocieszycielu pielgrzymów! Tylko w milczeniu i pokorze śmiem mówić przed Twoim obliczem. Dokądże, Panie, będziesz zwlekał ze swoją pomocą? Któż poda rękę Łazarzowi leżącemu u Twoich drzwi? Kto go pocieszy, kto otrze jego łzy i ulży mu w ciężarze nędzy? Przybądź, ach, przybądź, Panie! Bez Ciebie wszystkie dni i wszystkie godziny płyną w smutku. Ty jeden możesz zaspokoić moje nienasycone serce.
Nędza mnie przygniata, ciążą mi kajdany pożądliwości, których niewolnikiem (niewolnicą) pozostanę, dopóki nie ukażesz mi światła swojego oblicza, nie przywrócisz mi wolności i nie rozpalisz w moim sercu ognia Twojej miłości. Nie zazdroszczę miłośnikom tego świata, którzy gonią za złudą i próżnością. Ty jesteś moim jedynym celem i nie przestanę Cię błagać, dopóki nie uświęcisz mojej woli i nie przemówisz do mojej duszy. Amen.