Co Pismo Święte mówi o Aleksandrze i Rufusie?
Wszystko, co wiemy o nich na pewno, mieści się w jednym wersecie. Opisując drogę na Golgotę, Marek odnotowuje, że żołnierze zmusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, do niesienia krzyża Jezusa (por. Mk 15,21). Ani Mateusz, ani Łukasz, opisując tę samą scenę, nie podają imion synów.
Szymon pochodził z Cyreny, greckiego miasta położonego na wybrzeżu dzisiejszej Libii, gdzie mieszkała liczna diaspora żydowska. Najprawdopodobniej przybył do Jerozolimy na Paschę, podobnie jak dziesiątki tysięcy innych pielgrzymów. Fakt, że wracał „ze wsi”, sugeruje, iż przebywał poza murami miasta.
Imiona obu synów są greckie, co dobrze pasuje do rodziny wywodzącej się z diaspory hellenistycznej. Poza tym Ewangelia nie podaje o nich żadnych informacji: ani ich wieku, ani tego, czy byli świadkami ukrzyżowania.
Praktyka zmuszania przechodnia do pomocy była realnym elementem życia w prowincjach rzymskich – żołnierz mógł zmusić miejscowego do przeniesienia ciężaru na określoną odległość. Szymon nie był więc ani ochotnikiem, ani sympatykiem skazańca. Po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu w niewłaściwym czasie i właśnie z tego powodu Ewangelia zapamiętała jego imię.
Dlaczego Marek nadał im imiona?
To pytanie od wieków zajmuje badaczy Nowego Testamentu i właśnie dlatego postacie Aleksandra i Rufusa w ogóle nas interesują. Ewangelista nie miał zwyczaju wymieniać z imienia bohaterów drugoplanowych. Kiedy robi wyjątek, ma ku temu powód.
Najbardziej powszechnie akceptowanym wyjaśnieniem jest to, że Marek pisał dla wspólnoty, która znała tych ludzi. Wymienienie imion synów zamiast opisu ojca pełni funkcję przypisu – „to jest Szymon, ojciec naszego Aleksandra i Rufusa”. Byłby to ślad żywej pamięci o pierwszym pokoleniu chrześcijan i pośredni argument przemawiający za wczesną datą powstania tej Ewangelii.
Warto tu zaznaczyć granicę: jest to interpretacja naukowa, a nie oficjalne stanowisko Kościoła. Sam tekst biblijny podaje jedynie fakt ich pokrewieństwa. Wszystko, co zostało dodane poza tym, stanowi rekonstrukcję opartą na prawdopodobieństwie.
Czy Rufus z Listu do Rzymian to ta sama osoba?
Na zakończenie Listu do Rzymian św. Paweł przesyła pozdrowienia: „Pozdrówcie Rufusa, wybranego w Panu, oraz jego matkę, która była matką również dla mnie” (Rz 16, 13). Ponieważ, zgodnie z tradycją, Marek pisał w Rzymie, wielu komentatorów łączy te dwie wzmianki i upatruje w nich tę samą osobę, a także żonę Szymona z Cyreny.
Hipoteza ta jest atrakcyjna, ale nie da się jej udowodnić. Rufus było powszechnym imieniem w imperium, a w tym samym rozdziale Paweł pozdrawia dziesiątki osób, o których nie wiemy nic więcej. W tym przypadku ostrożność jest bardziej uczciwa niż efektowny wniosek.
Tradycja wschodnia poszła dalej, zaliczając Rufusa do grona siedemdziesięciu dwóch uczniów, a niekiedy czyniąc go biskupem Teb. Relacje te pojawiają się jednak późno i mają raczej charakter budujący niż historyczny.
Tradycja łacińska obrała inną drogę niż tradycja wschodnia i zazwyczaj wspomina o obu braciach razem, nie zagłębiając się w szczegóły ich biografii. Ta powściągliwość sama w sobie jest znacząca: Kościół zachował imiona, a nie opowieść.
Skąd wywodzi się ich święto liturgiczne?
Kult tych dwóch braci nie wywodzi się z żadnej relacji o ich życiu, lecz z jednego zdania Ewangelii oraz z szacunku dla rodziny, która w najbardziej dosłowny sposób doświadczyła krzyża Chrystusa. Martyrologia wymienia Aleksandra i Rufusa jako świętych, wyznaczając dzień ich wspomnienia na 21 listopada.
W niektórych kalendarzach lokalnych oraz w tradycji wschodniej daty te się różnią, a Rufus jest czasami upamiętniany osobno. Nie ma tu jednej, powszechnie obowiązującej praktyki, ponieważ nie ma też jednej, pewnej biografii.
Dla czytelnika Ewangelii ważniejsze od daty kalendarzowej jest samo świadectwo: przymus, jaki dotknął ich ojca na drodze krzyżowej, stał się w pamięci Kościoła znakiem wyróżniającym, a imiona dwóch zupełnie przypadkowych mężczyzn przetrwały dwa tysiąclecia.
Warto również zwrócić uwagę na to, czego w tym kulcie brakuje: cudów, wizji, dramatycznych nawróceń. Aleksander i Rufus są czczeni nie za to, co uczynili, ale za to, że należeli do rodziny, przez którą przebiegła historia zbawienia. Jest to jeden z nielicznych przypadków, w których Kościół czci ludzi wyłącznie za ich bliskość do wydarzeń.